Archiwum dla ‘Artykuły’
sobota, 5 wrz, 2009 | 1 155 views
Pomysł na serwis FMyLife zrodził się we Francji na początku 2008 roku pod adresem Vie de merde. Strona, praktycznie z miejsca spotkała się z ogromnym zainteresowaniem, osiągając w pół roku pułap 100 tyś. użytkowników dziennie. 
Serwis generuje na swoich stronach krótkie anegdoty, śmieszne wydarzenia z minionego dnia, dodawane przez użytkowników, które później są oceniane przez czytelników jako “Twoje życie jest do bani” – głosy na plus oraz “Zasłużyłeś na to” – głosy na minus.
Bardziej dynamiczny wzrost popularności generuje rok później angielska wersja serwisu FMyLife.

W obydwu przypadkach powstaje pytanie skąd takie nasilenie ruchu. Przyjrzyjmy się więc potencjalnym “generatorom” takiego oblężenia: Facebook oraz Twitter. Pierwszy gromadzi ponad milion fanów, Twitter blisko 100 tysięcy. Oczywiste skojarzenie, że to właśnie tymi kanałami serwis tak szybko zyskał na popularności, jednak tu pojawia się kolejne pytanie co do rodzimego sukcesu we Francji gdzie serwis promowany jest tylko na Facebook i “tylko” 150 tysięcy fanów na dzień dzisiejszy.
Pomyślicie o co ci chodzi? Skąd takie rozważania? Otóż z prostej przyczyny, jak wszystkie projekty które osiągnęły sukces poza naszymi granicami, staraliśmy się je przenieść na polski grunt. Dlaczego akurat ten projekt nie znalazł skutecznego podłoża w naszym kraju?
Zacznijmy od ewidentnej kopii FMyLife – Pier*olę Taką Dolę, podobna funkcjonalność, łącznie z możliwością dodawania komentarzy (na dzień dzisiejszy już nie moderowane), jeden z nich zwraca uwagę iż niektóre wpisy są kopią z angielskiej wersji. Jak dla mnie serwis na razie martwy, podobnie druga kopia: Życie jest do d***!, na podstronie Top po jednym komentarzu do najpopularniejszych wpisów. Trzeci serwis, który próbuje wdrożyć pomysł w Polsce to Yet Another F*cked Up Day, jedyny z tej trójki, który jawnie zamieszcza kopie wpisów z angielskiej wersji, linkując do niej.
Wszystkie te próby jak na razie nie wróżą podobnego sukcesu co za granicą. Dlaczego? Czy to kwestia naszej mentalności? Nie umiemy śmiać się z nas samych? Czy łatwiej nam przychodzi wytykanie innym przywar, lecząc nasze wrodzone kompleksy narodowe?
Zapewne wielu z nas zdarzyło się w życiu coś takiego z czego śmiejemy się nawet po wielu latach od zdarzenia, wspominamy to na spotkaniach ze znajomymi, zanosząc się wspólnie od śmiechu, ale żeby dzielić się z tym z postronnymi osobami…? Nie…, po co? I tak nikt tego nie zrozumie.
Otwórzmy się trochę na innych, śmiejmy się z nas samych. Na wielu dyskusjach, czy to na wykop.pl czy demotywatory.pl spotkałem się z komentarzami do tego typu anegdot życiowych, w formie: “a myślałem że tylko ja tak miałem”. Skończmy z tym. Już. Od zaraz.
P.S.
Nie mam nic wspólnego z wymienionymi wyżej serwisami. Prócz tego że potrafię się śmiać z siebie samego i dzielić się z tym z innymi:)
Kategoria Artykuły, Ciekawe projekty | 1 komentarz »
wtorek, 19 maj, 2009 | 1 101 views
Początki Netykiety sięgają roku 1992, wtedy to został wydany pierwszy dokument regulujący podstawowe zasady korzystania z internetu. Autorem był Arlene H. Rinaldi. Zawarł on wszystkie zasady jakimi powinniśmy się kierować przy korzystaniu z poczty elektronicznej, telnetu, FTP i grup dyskusyjnych. Pozwolę sobie tylko przytoczyć wprowadzenie, które do dziś nie straciło na znaczeniu i było przyczynkiem do kolejnych prób ujednolicenia zasad panujących w internecie. Oczywiście zdecydowana większość innych zasad wypunktowanych w dokumencie, powinna być przestrzegana do dziś. Jednak kolejne dokumenty odnoszące się do Netykiety, zdecydowanie bardziej uwzględniały rozwój sieci i zapotrzebowanie na inne uwarunkowania korzystania z niej.
Jako użytkownik sieci lokalnej otrzymujesz zezwolenie na dostęp do innych sieci (i/lub systemów komputerowych w nich pracujących). Każda sieć i system mają własny zestaw reguł, zwyczajów i procedur. Działania, które są rutynowo dozwolone w jednej sieci/systemie, mogą być kontrolowane lub nawet zabronione w innej. Użytkownik jest odpowiedzialny za przestrzeganie tych lokalnych reguł.
W Polsce, ujednolicenia i dostosowania tych zasad do zmieniających się warunków, podjął się w 1998 roku Tomasz Urbański. Uruchomił w tym celu serwis internetowy po adresem http://www.netykieta.pl. Zebrane tam zostały zasady korzystania z poczty elektronicznej, grup i for dyskusyjnych oraz komunikatorów.
Netykieta z założenia miała ułatwić komunikację między użytkownikami w sieci. Chciałbym rozważyć w tym wpisie zasady dotyczące tylko korzystania z poczty elektronicznej. Chyba nie ma użytkownika korzystającego z internetu, który nie posiada swojego adresu e-mail. Zresztą podobne zasady funkcjonują na forach i grupach dyskusyjnych. Komunikatory to inna historia, generalnie jedyną walką z osobami nie stosującymi się do tych zasad, jest ich zablokowanie na liście kontaktów.
- Najpierw pomyśl, potem działaj
- Nie toppostuj
- Nie spamuj
- Tnij cytaty i cytuj poprawnie
- Nadawaj temat wiadomościom
- Nie pisz maili w HTML-u
- Nie pisz maila w temacie
- Używaj poprawnie skonstruowanej sygnatury
- Używaj pola BCC/UDW
- Wysyłaj załączniki z głową
- NIE KRZYCZ
- Używaj poprawnego kodowania znaków
- Nie kalecz języka
Celowo nie przytaczałem opisów tych zasad, każdy kto już od jakiegoś czasu korzysta z poczty, wie dokładnie czego dotyczą wypunktowane zasady.
Chciałbym natomiast rozwinąć temat co do którego są obecnie rozbieżności.
Mianowicie mam na myśli punkt “Nie toppostuj”. Odpowiadamy na e-mail, nad cytowanym fragmentem, czy pod?
Kilkakrotnie spotkałem się z zapytaniem dlaczego zawsze odpowiadam pod oryginalną treścią, “nie mogę się połapać o co chodzi”.
Zacytuję teraz zasadę odpowiadania i przykładowe komentarze użytkowników z którymi się w pełni zgadzam.
Wszelkie debaty na listach czy grupach dyskusyjnych (a także w zwykłej korespondencji) mogą trwać dowolnie długo. Zależnie od liczby uczestników, nośności tematu taki wątek może „żyć” nawet miesiącami. Aby uczestnicy takiej debaty nie pogubili się w tym wszystkim – wszak nie można oczekiwać, że będą pamiętać wszystko – dołączając swój głoś najczęściej cytuje się te fragmenty do których się odnosimy. Cytować należy oczywiście tylko te fragmenty, które mają istotne znaczenie natomiast istotnym jest aby wkład własny umieścić pod cytatem, nie zaś nad. Gdy odpisujemy pod cytowanym fragmentem jest to zdecydowanie bardziej czytelne i naturalne.
Komentarze:
Topposting mocno utrudnia cięcie wypowiedzi na mniejsze.
No i toppostowanie praktycznie wyklucza możliwość cytowania i odpowiadania na fragmenty cytatu
Toppostowanie kosmicznie utrudnia zrozumienie treści przy większych ilościach korespondencji dziennie. Argument o tym, że zawsze sobie można przewinąć gdy się nie pamięta treści jest słuszny z jednym ‘ale’ -> znacznie szybciej jest czytać i przewijać w dół.
Reguła o toppostowaniu wynika z chronologii tekstu. Czy ktoś chce się kłócić z chronologią? :)
NIE-”toppostowanie’ jest zwyczajnie logiczne i oczywiste (przynajmniej w naszej klulturze, gdzie piszemy tekst od góry do dołu strony. Prosta sprawa – jaki praktyczny sens ma czytanie najpierw odpowiedzi, a pootem pytania, do którego jest ta odpowiedź? Przecież najczęście zupełnie nie wiemy o co chodzi! Dalej.. jak sobie wyobrażacie ustosunkowanie się do kilku różnych fragmentów tego samego e-maila z użyciem “toppostowania”?? Przecież to jest a-wykonalne (mówiąc językiem “Seksmisji”)
Wielu użytkowników uważa, że za zasadę toppostowania należy winić Outlooka, który domyślnie odpowiada powyżej cytatu. Jak jest z innymi klientami? Mozilla Thunderbird pod spodem domyślnie umieszcza odpowiedź, Evolution wymaga zaznaczenia opcji w ustawieniach “Wpisywanie odpowiedzi u dołu”, Apple Mail nad cytatem, The Bat! pod cytatem.
Skąd taka rozbieżność w klientach poczty? Zobaczmy jak to wygląda na webmailach.
Home.pl umieszcza domyślnie odpowiedź pod cytowanym emailem, podobnie Wirtualna Polska, Onet, nie wiadomo jak, domyślnie kieruje do pola nadawcy, O2 znowu nad wiadomością cytowaną tak samo jak Gmail.
Jeżeli taką różną interpretację właściwego odpowiadania na e-mail, serwują nam programy pocztowe jak i portale źródłowe, nic dziwnego że trudno znaleźć właściwą formę, ja konsekwentnie odpowiadam po cytatem, gdyż jest mi tak po prostu wygodniej i utrzymuję się w przekonaniu, że wygodniej się czyta moje odpowiedzi udzielone w ten sposób.
Chciałbym jeszcze poruszyć temat, dość mocno nasilony ostatnimi czasy. W dobie “śmiesznych” filmików z YouTube, “zabawnych” zdjęć z serwisów hostujących fotki, nagminne stały się emaile przesyłane od znajomych, często powielane, nagminnie w polu “Do” umieszczane wszystkie emaile z bazy. Jeżeli chodzi o prywatną korespondencję wyeliminowałem tę praktykę, grzecznie prosząc o usunięcie mnie z listy mailingowej. W przypadku korespondencji firmowej, z wiadomych względów jest to mocno utrudnione.
Dla osób które mają problem z takimi znajomymi, zaprezentuje taką korespondencję w formie obrazka, znalezionego na stronie – http://www.shoeboxblog.com i jego polską wersję, wykonaną na potrzeby tego artykułu przez Olgę.


Fot.: © Vlad Kochelaevskiy – Fotolia.com
Kategoria Artykuły | 1 komentarz »
czwartek, 30 kwi, 2009 | 1 981 views
Wiem że powoli zaczynam stawać się nudnym, z tą agitacją na rzecz Ubuntu, jednak po zainstalowaniu najnowszej wersji Ubuntu 9.04 Jaunty Jackalope, nie mogę się powstrzymać przed kolejnym pianiem z zachwytu.
Od czasu mojego ostatniego wpisu o Ubuntu 8.04, nic się nie zmieniło jeżeli chodzi o sprzęt z którego korzystam – Acer Aspire 3680, jednak wiele się zmieniło ze strony Ubuntu, który zdecydowanie sprawniej obsługuje tego laptopa jak i urządzenia z których korzystam.
Pierwszym zaskoczeniem, o którym już pisałem, to możliwość gry na najnowszej wersji Football Manager 2009 poprzez platformę gier Steam. Działają również Counter-Strike oraz TrackMania United. Z tego co zauważyłem Steam staje się jakby zaprzeczeniem podstawowego argumentu przeciwko Linuksowi – “Nie używam Linuksa, bo nie ma gier na Linuksa”.
Znakomity postęp został dokonany w temacie rozpoznawania podłączanych urządzeń. Poprzednia wersja 8.10 wykryła mojego Zen V Plus tylko jako narzędzie podłączone do USB, które trzeba naładować, jakie było moje zdziwienia gdy podłączyłem go do Jaunty Jackalope, by go ponownie naładować, wykrył go prawidłowo jako cyfrowy odtwarzacz dźwięku, z dostępem do jego zawartości, jak widać na załączonym obrazku.
Kolejne zaskoczenie, związane jest z wbudowaną kamerą, wykrywaną w poprzedniej wersii Ubuntu jako ALi Corp. Video Camera Controller, jednak nie udało mi się jej uruchomić. Ubuntu 9.04, z pomocą tego poradnika w końcu wyświetlił na ekranie Acera, obraz z tej wbudowanej kamery, również w Skype.
Nie wiem jak Wy, ale ja powoli odnoszę wrażenie iż jeśli Canonical w kolejnych wersjach Ubuntu, nadal będzie kładł nacisk na użyteczność tego systemu dla zwykłego użytkownika, w niedalekiej przyszłości stanie się główną dystrybucją Linuksa, zdobywającą rynek systemów operacyjnych. Wiem że odezwą się głosy użytkowników innych dystrybucji, sam korzystałem z Fedory, SUSE i Mandrivy, ale musicie przyznać że to właśnie Ubuntu doskonale nadaje się do popularyzacji tego systemu wśród użytkowników Windowsa. Muszę powiedzieć że akurat mnie to wychodzi znakomicie, udało mi się przekonać do tego systemu kilku zupełnych laików komputerowych, którzy z powodzeniem używają go do dziś.
Różne są oczekiwania użytkowników odnośnie posiadanego systemu, zawsze znajdzie się ktoś kto powie że to mi nie działa czy tamto, na dzień dzisiejszy, a jestem dość wymagającym użytkownikiem, Ubuntu 9.04 spełnia w pełni moje zapotrzebowanie na sprawnie działający system. Po raz pierwszy nie zainstalowałem VirtualBoxa:)
Kategoria Artykuły | Komentarze: 3 »
wtorek, 21 kwi, 2009 | 883 views
Poprzedni rok na rynku komputerów przenośnych upłynął pod znakiem rosnącej z miesiąca na miesiąc sprzedaży netbooków. Według firmy badawczej IDC (dane zamieszczone na PCPRO) w ostatnim kwartale zeszłego roku 30% wszystkich sprzedanych laptopów w Europie to były właśnie netbooki. Jeszcze w zeszłym roku wiele osób upatrywało szansę, na popularyzację systemu Linux, w rosnącej popularności netbooków. Na początku 2008 roku tylko 10% procent takich komputerów miało zainstalowany Windows XP. Ten rok rozpoczął się dziwną walką z tą tendencją.
Na początek Brandon LeBlanc (Microsoft) zachwycał się że proporcje te odwróciły się i już 96% netbooków pracuje pod Windows XP, nie wspominając przy tym iż dane dotyczą tylko rynku amerykańskiego /20% rynku netbooków/, a w dniu dzisiejszym na TECH.BLORGE
pojawił się wywiad z analitykiem Lenovo Mattem Kohut. Według niego częste zwroty sprzętu z zainstalowanym Linuksem były wynikiem nieświadomości kupujących. Zwraca uwagę iż Linux ma wiele do zrobienia w kierunku prostoty użytkowania, sławne “podłączam urządzenie i ma działać” oraz iż mnogość dystrybucji Linuksa utrudnia zagwarantowanie dla niego wsparcia producentów sprzętu.
Zastanawiam się czy to jest jakaś gra czy rzeczywiście na tym polu Linux będzie na straconej pozycji. Producenci przdstawiają przecież inne informacje, dla przykładu “Małe Delle z Ubuntu sprzedają się dobrze” czy też “Linux silny na netbookach”.
Więc jakby się przyjrzeć bliżej i w szerszej perspektywie panującym trendom można zauważyć że to tylko chęć zyskania na czasie ze strony Microsoftu.
Skąd taki pośpiech z wprowadzeniem kolejnej wersji Windowsa? Jak dla mnie i jak na Microsoft, to dość zatrważające tempo, według wstępnych założeń pierwsza beta miała pojawić się dopiero pod koniec pierwszego kwartału 2009 roku, a dostępna była, o dziwo dla każdego zainteresowanego, już na początku stycznia. Testowałem sam siódemkę, wydajnością znacznie przewyższa Vistę i nie wiem czy nie Windows XP. Wszystko wskazuje na to że z tym systemem Microsoft chce wygrać bitwę o netbooki.
Jak wróżą analitycy sprzedaż netbooków w tym roku wyniesie 39 milionów, to łakomy kąsek, jest o co walczyć.
Ogromną rolę mogą odegrać na tym polu również netbooki z Androidem, być może również z Moblinem.
Czy pośpiesznie wprowadzany Windows 7 poradzi sobie z taką konkurencją na tym rynku? Szczerze wątpię, pomijając “przypadkowe” lub prezentowe zakupy netbooków po niższej cenie z Linuksem, po taki sprzęt będą sięgać raczej użytkownicy, którzy nie potrzebują sprzętu do gier, ewentualnie już taki posiadają a netbooka świadomie zakupią jako w pełni funkcjonalne, przenośne urządzenie do przeglądania internetu, poczty czy prac biurowych w podróży z zainstalowanym Linuksem, doskonale spełniającym zapotrzebowanie na taką funkcjonalność komputera.
Kategoria Artykuły | Komentarze: 3 »
niedziela, 8 mar, 2009 | 736 views
W ostatnim artykule wspominałem o dysproporcjach wśród użytkowników systemów, konkretnie rozważałem kwestie ekspansji Apple na rynku systemów operacyjnych. Jednak rozpatrywałem to zjawisko, które przekłada się tylko w zasięgu globalnym, gdzie to jest już mocno widoczne. Jednak na polskim rynku jest niestety inaczej.
Stąd też powstało mi kilka pytań bez odpowiedzi.
Dlaczego na polskim rynku te dysproporcję są tak wielkie. Dlaczego nadal mieści się to w stosunku 99% Windows do 1% /Linux+MacOSX razem/. Dlaczego nadal przodujące portale w Polsce, z treścią o znikomej wartości merytorycznej, z tysiącami komentarzami polskich użytkowników, o jeszcze mniejszej wartości, przyciągają tak ogromną ilość czytelników, każdego dnia.
Dlaczego najpopularniejszy komunikator w Polsce to GG, kiedy jest mnóstwo innych, charakteryzujących się mniejszym apetytem na pobór pamięci, pozbawionych reklam, bezpieczniejszych w komunikacji, ładniejszych, wygodniejszych w obsłudze.
Dlaczego najpopularniejszym serwisem społecznościowym w Polsce stała się i jest nadal Nasza-Klasa, mimo setek publikacji wróżącej jej rychły koniec, tysięcy zgłoszeń o braku zabezpieczeń i procedur chroniących dane osobowe użytkowników jak i osób który nie mają z tym serwisem nic wspólnego oraz wielu innych zgłaszanych niedociągnięć.
Czasami różne próby odpowiedzi czytam w polskiej sieci, to że taka przewaga Windowsa, to wina producentów oprogramowania, gier i komputerów, sprzedających sprzęt z preinstalowanym systemem, w większości Windowsem.
Fakt że tyle mamy użytkowników GG, to wynik tego iż to pierwszy polski komunikator, to kwestia gustu, braku wyraźnych sygnałów i potrzeb na alternatywę, bo każdy używa, itp.
Skąd to się wszystko wzięło, gdzie był tego początek?
Ostatnio mój 10-letni syn zadał mi pytanie:
- Tato, mogę ci coś pokazać na komputerze?
- Jasne z miłą chęcią, co masz ciekawego?
- Fajna sprawa, tylko musisz przejść na Windows XP…
Ręce mi opadły… Oczywiście wyjaśniłem że może mi to pokazać również na obecnie używanym Ubuntu. Lampka jednak się zapaliła. Skoro skala poziomu wykształcenia, znajomości języków, umiejętności funkcjonowania w dorosłym życiu w sporej mierze zależy od wiedzy zdobytej w szkole, podstawowej, później gimnazjum, studia, to dlaczego w kwestii użytkowania komputerów, korzystania z internetu nie bierze się również z tego?
Jeżeli zajęcia z informatyki w 4 klasie szkoły podstawowej wyglądają w ten sposób. Proszę uruchomić komputer, uruchomi się nam system Windows XP, następnie proszę “coś” napisać w WordPad, następnie stworzyć prostą stronę www w Notatniku, tak jak wam pokazywałem tydzień temu, ja muszę na chwilę wyjść, jak skończycie, możecie poczytać Onet, zajrzeć na Nasza Klasę, albo porozmawiać między sobą na GG.
Prosty mechanizm utrwalający przydatność komputera i metod wykorzystania internetu wśród małych dzieci. Nie twierdzę że tak jest wszędzie, ale fakt że takie praktyki istnieją w polskich szkołach może zastanawiać, czy to nie tu mamy początek całej machiny. Dlaczego to wina producentów komputerów instalujących w 99% maszyn domyślnie Windowsa, a co innego mają instalować? Jak domyślną grupą docelową, jest ten odsetek użytkowników znających tylko ten system. Ta sama odpowiedź dla kolejnych dwóch pytań, tylko ten komunikator, tylko ta społeczność. To z tych dzieci które teraz prześcigają się w ilości znajomych na Naszej Klasie, będzie kolejne pokolenie użytkowników internetu i komputerów. Nic więcej im nie będzie potrzebne prócz szybkiego internetu i komputera, Windowsa, bo tylko na tym teraz można grać, Naszej Klasy no i GG, koniecznie.
Skąd mamy teraz ten 1% użytkowników alternatywnych? Kolega pokazał, starszy brat “nawrócił” i zainstalował Linuksa, spodobało się, zaczęli szukać wsparcia w sieci dla swojego nowego systemu. Natrafili na inne ciekawsze, bogatsze w treść serwisy. Jestem przekonany że większość z Was, czytających ten artykuł to właśnie ten 1% ludzi oczekujących czegoś więcej od swojego systemu, sposobu komunikacji i korzystania z internetu. W żaden sposób nie chcę ujmować niczego pozostałej grupie osób. Tak po prostu się dzieje, to naturalny tryb systemu nauczania.
Proszę odpowiedzcie sobie sami na pytanie jakby to mogło wszystko inaczej wyglądać, jakby od małego dziecka w szkole mielibyście dostęp, wybór, w systemach na których moglibyście zaczynać się uczyć korzystania z komputerów i internetu.
To nie byłby tylko 1% użytkowników, którzy woleliby się wgłębiać w system niż wysyłać kolejne zaproszenia do kolekcji w Naszej Klasie. Mój pierwszy kontakt z Linuksem, jakieś dwanaście lat temu, to było oczarowanie, ogromem możliwości konfiguracji, własnych ustawień, wyglądu, uruchamiania. Narzucenie, tak narzucenie, z góry takiej alternatywy już w szkole podstawowej, odmieniło by nie tylko te wszystkie dysproporcję ale i jakość polskiej sieci.
Nie chcę zaczynać tu dywagacji na temat dlaczego tak się nie dzieje, nie chcę tworzyć kolejnej spiskowej teorii dziejów. Jednak to zastanawiające, dlaczego dziś, kiedy alternatywne systemy nie różnią się praktycznie niczym w użytkowaniu od Windowsa, nie są widoczne w polskich szkołach, prócz eksperymentalnych placówek. Nawet z ekonomicznego punktu widzenia, oszczędności z licencji windowsowych można by przecież przeznaczyć na wymianę bądź rozbudowę istniejących komputerów i zainstalować darmowy system Linuksa.
Wierzę iż nie jestem odosobniony w swoich spostrzeżeniach na powyższe problemy. Liczę na ciekawą dyskusję z Waszej strony.
Kategoria Artykuły | Komentarze: 2 »
środa, 18 lut, 2009 | 1 723 views
Od jakiegoś czasu sporo się mówi o ekspansji Apple, nowych rynkach, o jego udziale procentowym pośród poszczególnych systemów OS. Jeżeli przedstawiać tą kwestię w liczbach, Apple zbliża się już do 10% – w chwili obecnej 9,93%.
Ostatnio oglądałem program w TV o fenomenie iPoda, omówiono tam, uwzględniając rys historyczny począwszy od pamiętnego 2001 roku aż po dzień dzisiejszy, jak urządzenie rozwijało się w samej stajni Apple jak i pośród fanatycznych użytkowników MacOSX, którzy to niemal z miejsca zrobili z iPoda kultowe urządzenie.
Oglądając ten program zacząłem się zastanawiać jak to się ma do samego systemu MacOSX.

Zanim rozpocznę swoje rozważania, chciałbym zaznaczyć iż pracowałem na MacOSX Tiger oraz Leopard, na Windowsie 95 aż po obecną betę 7, obecnie pracuje i piszę ten artykuł na Ubuntu. Nie znalazłem w ostatnich wersjach tych systemów, znaczących różnic w prostocie i wygodzie użytkowania. Pomijam tu takie kwestie jak bezpieczeństwo użytkowania, dostępność gier czy programów.
Podstawowe pytanie jakie mi przyszło do głowy, czy te 10% użytkowników komputerów na świecie to jedyni fascynaci tego systemu na świecie. Wystarczy spojrzeć na, według rankingu 0,82%, najmniej liczną grupę, użytkowników Linuksa.

W tym celu udamy się na najpopularniejszą stronę z tematami, skinami, ikonami i fontami dla Gnome:
GNOME-Look.org. Najbardziej popularny styl dla Gnome, z wyszukiwarki, po wpisaniu Mac, ściągnięty 1322786 razy – MacOS-X Aqua Theme
Podejrzewam że z innymi menadżerami okien jest podobnie, sprawdzałem jeszcze na deviantART tam liczby idą w tysiącach nie w milionach, ale to dość znaczny odsetek użytkowników jak na tak niszowy system.
Jeżeli przyjrzeć się podobnym stronom ze skinami do Windowsa,
czego nie sposób zrobić – jest ich mnóstwo, okazało by się iż jest to skala porównywalna z różnicą pomiędzy użytkownikami systemów Windows i Linux, Windows – 88,27%, Linux – 0,82%.
Ogromna ilość użytkowników komputerów jest zafascynowana systemem od Apple, zapewne niektórzy z nich powiedzą MacOSX podoba mi się tylko wizualnie, wolę pracować na swoim systemie, inni że to jedyny sposób by móc się cieszyć chociażby jego wyglądem, bo Mac jest zbyt drogi.
Tu rodzi się kolejne pytanie, coby się stało jakby Apple wydało swój system dostępny na wszystkie komputery, to już niedaleka droga po przejściu na Intela. Rynek jak najbardziej chłonny, koniec z instalacją, jeżeli dobrze policzyłem 12 dodatkowych programów by tylko upodobnić swój system do MacOSX – XP – Leopard Tutorial. Według moich optymistycznych założeń w przeciągu pół roku z 10% zrobiłoby się dwa razy tyle udziału w rynku. Przy takiej tendencji wzrostowej wszystko się zmienia, producenci oprogramowania, gier, muszą uwzględniać przy każdym wydaniu swoich produktów już oba systemy.
Zatem co powstrzymuje Apple przed takim krokiem? Można by odpowiedzieć sobie iż to chęć zatrzymania wokół siebie aury kultu jednostki, jednak wydaje mi się iż odpowiedź tkwi w problemie z którym nie potrafi sobie poradzić Microsoft.
Co najbardziej spędza sen z oczu Microsoftowi? Piractwo, ogromne straty spowodowane z nielegalnie instalowanych wersji systemu na komputerach. Apple straty te minimalizuje w prosty sposób, każdy komputer jest sprzedawany z kopią systemu, z każdym wydaniem nowej wersji systemu, straty związane z instalacją pirackich wersji, minimalizuje niemożliwością zainstalowania nowej wersji na wcześniejszym Mac-u. Dla przykładu Leoparda nie zainstalujemy na Macu G3, dopiero od G4.
W ten właśnie sposób, “małymi” krokami budowany jest fenomen Mac-a, z roku na rok przybywa procentów, dochody rosną, straty są minimalizowane. 
Być może w planach Apple są inne koncepcje ekspansji, nie będziemy się tu bawić we wróżenie z fusów, ale być może za rok, dwa na półkach sklepowych obok systemów Windowsa, ujrzymy kolejne wydania MaOSX dostępnych na każdą platformę sprzętową, na dzień dzisiejszy pozostają nam półśrodki. Po lewej moje Ubuntu.
Kategoria Artykuły | Komentarze: 4 »
czwartek, 18 wrz, 2008 | 1 705 views
Podejrzewam że artykuł ten odbierzecie jako autoreklamę, jednak zapewniam iż będę kierował się daleko idącym obiektywizmem w formułowaniu swoich opinii o innych katalogach.
Mam pełną świadomość tego iż istnieją w sieci inne bardzo wartościowe katalogi, może nawet i lepsze od mojego.
Celem przede wszystkim tego artykułu, jest zwrócenie Waszej uwagi na to, iż istnieją w sieci katalogi stworzone dla Was, w celu skupienia pod jednym adresem stron wyjątkowych, ciekawie wykonanych o bogatej zawartości merytorycznej.
Dlatego też w artykule znajdą się tylko katalogi stworzone dla użytkowników z ciekawą zawartością, które chętnie, są lub powinny być, odwiedzane przez użytkowników nie tylko przez roboty wyszukiwarek.
Zacznę od najlepszego w mojej ocenie katalogu jakim jest Katalog Ciekawych Stron – http://kataloog.info. KCS istnieje w sieci w obecnym kształcie od lipca 2005 roku. W przeciągu tych 3 lat funkcjonowania, katalog ten stał się jednym z najbardziej popularnych katalogów w sieci, nie tylko ze względu na zawartość ale i na skupienie wokół siebie, znacznej liczby użytkowników poprzez forum zintegrowanego z katalogiem.
Niewątpliwą zaletą i dodatkową atrakcją, zwiększająca popularność katalogu, jest organizowany co miesiąc konkurs “Perła Internetu”. W konkursie przyznawana jest jedna główna nagroda Perła Internetu oraz dwa wyróżnienia. Zwycięska strona otrzymuje promocję w Katalogu Ciekawych Stron w postaci wyświetlania banera w systemie rotacyjnym na stronie głównej i podstronach do rozstrzygnięcia następnej edycji konkursu.
Jeżeli chodzi o samo funkcjonowanie KCS, był czas kiedy katalog był płatny, strony były akceptowane po dokonaniu płatności. Na dzień dzisiejszy wpisy są bezpłatne ale i tak, jak deklarują właściciele katalogu, miejsce w nim znajdują tylko dobre strony, wyróżniające się ciekawą treścią i starannym wykonaniem. Zapewniam iż za tą deklaracją idą fakty i strony zaakceptowane w katalogu rzeczywiście charakteryzują się powyższymi kryteriami. Taka polityka właścicieli katalogu sprawiła w krótkim czasie iż fakt zaistnienia w tym katalogu stał się sporym wyróżnieniem i docenieniem dzieła dla samych twórców stron, zgłaszających swoje serwisy www do katalogu.
Następny katalog o którym chciałbym napisać to Katalog Stron – Gwiazdor – http://www.gwiazdor.pl. Katalog istnieje w sieci od maja również 2005 roku.
Podobnie jak wyżej jest dość spora selekcja przy akceptacji wpisów, jednak do samego rozpatrzenia zgłoszenia, konieczne jest wniesienie opłaty. Przeglądając zasoby tego katalogu można natknąć się na ciekawe strony, z tego też względu spokojnie mogę polecić do zapoznania się z jego zawartością.
Czas teraz na Katalog Stron Przyrodniczych – http://katalog-www.eu. Katalog uruchomiony został w lipcu 2006 roku. Wykonany został w dość innowacyjnej technologi jak na katalog – w Ajaxie. Nie lada wyczynem twórcy katalogu było tak zoptymalizować kod katalogu by był widoczny i indeksowany przez wyszukiwarki, co w pełni się udało. 
Kolejną rzeczą która wyróżnia ten katalog spośród innych jest wykonanie katalogu w 3 trzech wersjach językowych. Oprócz języka polskiego, dostępna jest wersja angielska oraz niemiecka.
Tutaj również właściciel katalogu ocenia wnikliwie zgłaszane strony akceptując serwisy estetycznie wykonane z bogatą zawartością merytoryczną.
Wspólną cechą opisanych wyżej katalogów jest zwrócenie szczególnej uwagi na przydatność i wygodę korzystania dla ich użytkowników. Wykonane estetycznie, przejrzyście z atrakcyjną zawartością dla internautów poszukujących ciekawych stron w internecie.
Z takim założeniem tworzony był również Elitarny Katalog Stron – http://www.elitarny.info. Nie ukrywam, iż kiedy zrodził się pomysł założenia takiego katalogu, byłem zainspirowany Katalogiem Ciekawych Stron. EKS powstał w listopadzie 2005 roku.
Przez te 3 lata funkcjonowania katalogu, dane mi było odwiedzić mnóstwo ciekawych serwisów, które z przyjemnością akceptowałem i udostępniałem innym internautom w swoim katalogu. Surowa ocena zgłaszanych stron pozwoliła w tym czasie skupić w naszym katalogu ponad 3 tysiące stron wartych, według naszej oceny, odwiedzenia i bliższego zapoznania się z treścią tych stron.
Ponadto mocno dbamy o aktualność tych wpisów, dwa razy do roku, przeglądamy wszystkie wpisy sprawdzając czy dane serwisy istnieją w zgłaszanej wcześniej postaci. Może też dlatego przy ostatnim ID akceptowanej strony 33047, w katalogu utrzymuje się stała liczba stron, nieco ponad 3 tysiące, czasem dochodzi do 4.

Na koniec chciałbym polecić Waszej uwadze stosunkowo nowy katalog Katalog OK – http://www.katalok.pl. Sądząc po obecnej zawartości autorzy katalogu również przykładają sporo uwagi co do wykonania i zawartości zgłaszanych stron. Życzę twórcom tego katalogu wytrwałości w kontynuowaniu idei katalogów dla użytkowników internetu.
Czekam na Wasze opinie i ewentualnie sugestie odnośnie innych katalogów, które być może pominąłem a powinny zostać tu opisane:).
Kategoria Artykuły | 1 komentarz »
czwartek, 4 wrz, 2008 | 3 495 views
Na początek chciałbym przeprosić użytkowników Mac OS X, co prawda jakiś czas korzystałem, nie przeczę, z dobrodziejstw tego systemu, jednak jego specyfika i funkcjonalność dość znacznie odbiega od moich rozważań na temat systemu w pełni zaspokajającego codzienne potrzeby „zwykłego” użytkownika internetu.
Moja przygoda z komputerami zaczęła się stosunkowo późno, pomijając wyścigi Formuły 1 w szkole średniej na Commadore:).
W wieku 22 lat, po nieudanym studenckim starcie, szukałem pracy, to jeszcze był czas gdzie znajomość obsługi komputera była atutem a nie oczywistym faktem przy ubieganiu się o posadę. Tak więc korzystając z komputera znajomego, wnikałem w tajniki korzystania z tego urządzenia. Windows 95
wydawał mi się wtedy czarną magią i niezrozumiałym urządzeniem, napisanie CV wydawało się ogromnym sukcesem, zwłaszcza że prace dostałem:).
Firma transportowa, kadra mało obeznana z techniką komputerową, okazała się wyzwaniem dla firmowego informatyka. Z dnia na dzień przekonał zarząd że Linux jest dobrym i tanim rozwiązaniem. Zakupili serwer, z wszystkich komputerów wyjęli prawie cały sprzęt prócz kart sieciowych, graficznych i podłączyli je jako terminale. Jako początkujący użytkownik komputerów dane mi było usiąść przed ekranem komputera i zakochać się w Linuxie:). Zapoznanie się z systemem przebiegło bez mniejszych problemów, mniejszych niż z Windows 95:).
Z biegiem czasu okazało się że mogę już pomóc wdrożyć ten system w firmie i przekonać do niego starszą kadrę. Patrząc na to dzisiaj, z perspektywy czasu, było to karkołomne przedsięwzięcie, ale udało się. Dziś pracuje w większej firmie w większym mieście i nikt sobie nie wyobraża takiego rozwiązania. To było 10 lat temu… i ludzie wcześniej korzystający rok, góra dwa lata z Windowsa, korzystali bez większych problemów z Linuxa, z tego co pamiętam była to polska dystrybucja PLD, która akurat ostatnio odżyła – PLD – Piekło zamarzło
Zarażony tym systemem, kupiłem pierwszy swój komputer Compaq Contura, informatyk z tej firmy, jakimś cudem zainstalował mi na nim w trybie tekstowym Linuxa, dzięki temu dane mi było poznać ten system od środka. 
Taki był początek, nie będę tu streszczał swojego życia, bo nie o to tu chodzi, po paru latach, zmieniłem miasto, pracę i… komputer:). Oczywiście z Windowsem i oczywiście zainstalowałem od razu Linuxa w trybie graficznym. Prawie nic nie działało, dźwięk, zwykłe połączenie z internetem, drukarką, było jeszcze dla mnie zaporą nie do przejścia, wine nie było jeszcze tak rozwinięte jak dzisiaj. Poza tym szybkość działania pozostawiała wiele do życzenia tak jak i dostępność aplikacji niezbędnych mi do pracy, to był czas kiedy rozpocząłem swoją działalność na polu usług internetowych, potrzebowałem więc z miejsca, działającego w pełnym zakresie komputera. Zainstalowałem… Windowsa.
Traktowałem go jak kochankę, i jak to bywa z zakochanymi wracałem średnio co kwartał do Linuxa. W miarę możliwości mojego komputera (IBM ThinkPad 600E)
próbowałem różnych rozwiązań, od powszechnych dystrybucji z menadżerem okien Fluxboxa po KateOS, bezskutecznie.
Dwa lata temu przyszedł czas na mój trzeci komputer Acer Aspire 3680,
taka sama sytuacja. Tutaj już z uporem maniaka próbowałem instalować openSUSE, uruchamianie systemu 5 minut, dźwięk nie działa, otwieranie programów trwało ponad minutę. Kompilowanie jądra nie wchodziło w grę, wieczorem potrzebowałem już komputera do pracy, zadanie na jutro, szybciej zainstalowałem z powrotem Windowsa. Na Windowsie wirtualne maszyny, cuda, wianki, porażka.
Teraz już czas na szczęśliwe zakończenie:).
Czytając sam, to co napisałem, zdałem sobie sprawę iż przez prawie całe moje życie przewijało się to pytanie z tytułu tego posta, odpowiedź znalazłem parę dni temu.
Parę miesięcy temu wysłałem zgłoszenie o płytę Ubuntu 8.04. Przyszło po miesiącu i leżało między innymi płytami z dystrybucjami które przewinęły się przez mój komputer.
Tydzień temu, po kolejnym „obrażeniu” się na Windowsa, włożyłem ją do Acera, zainstalowałem, uruchomiłem komputer w 39 sekund… Przywitał mnie dźwiękiem wydobywającym się z milczących jak dotąd na wieść o zainstalowanym Linuxie, głośników. Po uruchomieniu zapytał się mnie czy chcę zainstalować sterowniki, bo akurat wykrył że mam WiFi, oczywiście zgodziłem się.
Godzinę od włożenia płyty, miałem w pełni funkcjonalny system z bezprzewodowym dostępem do internetu. Doinstalowałem tylko parę programów, w tym wine, które uruchomił mi parę potrzebnych aplikacji windowsowych z pendrive i jestem już na dobre ze swoim Linuxem:).
Co jeszcze mnie zaskoczyło, po podłączeniu mojego ZEN-a Creative, naładował mi jego baterię przez port USB, gdzie Windows bez instalowania sterowników nie wiedział po jaką cholerę i co ja mu podłączam. To samo z Nokia E65, wprawdzie wykrył w niej tylko kartę pamięci, ale o to mi chodziło by zgrać wszystko na komputer.
Najważniejsze i największe zdziwienie, procesor się nie grzeje. Godzina pracy pod Windowsem kończyła się wkładaniem poduszki między laptopa a kolana.
Ktoś powie po co te moje zwierzenia? Piszę to do użytkowników którzy tak jak ja borykali się z tymi problemami które opisałem, wiedząc jednoznacznie iż Linux jest idealnym systemem, mając na uwadze jednocześnie że nie ma rzeczy idealnych.
Ubuntu przekonało mnie jednak iż możliwe jest korzystanie z Linuxa, bez konieczności wgłębiania się w ten system, zbytniego konfigurowania, kompilowania i innych rzeczy które tak naprawdę nie powinny zajmować użytkownika, któremu zależy tylko na codziennym bezproblemowym i co najważniejsze bezpiecznym korzystaniu z komputera.
Zbliża się premiera Ubuntu 8.10, po wrażeniach z tej wersji jestem przekonany że zdobędzie rzeszę nowych użytkowników i tak już sporej społeczności Ubuntu.
Zapraszam do odwiedzenia polskiej strony użytkowników Ubuntu – Ubuntu
Kategoria Artykuły | Komentarze: 5 »